Ten dzień pamiętam jak przez mgłę. Następnego dnia i trzy
kolejne przesiedziałam w domu. Moja dobra znajoma i zarazem szefowa w pracy dała
mi wolne. Wyrozumiała i zarazem kochana. Nie potrafiłam nic przełknąć,
normalnie funkcjonować. Powodem nie była tylko śmierć Marka. Na szczęście inni
mogli pomyśleć, że to z jego powodu tak się zachowuje, jednak tak nie było. Wczoraj
udało mi się namówić rodziców aby wrócili do siebie do domu. W zamian obiecała
często dzwonić i dawać znać że ze mną wszystko dobrze.
Tego wieczoru usiadłam z opakowaniem lodów na podłodze,
tuż przy kanapie i włączyłam płytę ze ślubu. Mojego i Marka. Przewijałam,
cofałam. Odtwarzałam tylko te momenty, gdzie byliśmy razem, we dwójkę. Wtedy
byłam jeszcze pewna swoich uczuć do niego, teraz zapewne bym zwątpiła, musiała się
nad tym zastanowić. Płakałam, połykając co chwilę lody, nie czułam ich smaku,
nie pamiętam nawet kiedy zjadłam wszystko. Wtedy dopadła mnie znowu myśl, że
jestem sama. Zaczęłam krzyczeć i prosić aby wrócił, wręcz błagać, a potem
wyzywałam go, że odszedł ode mnie i pozostawił samą. Trzydziestoczteroletnią
mnie. Wzięłam na nowo tabletki uspokajające i poszłam do sypialni gdzie ubrana
w jego ulubioną koszulkę położyłam się na łóżku, próbując zasnąć. Męczyłam się spory
czas, jednak w końcu udało się. Zasnęłam.
Obudziło mnie lekkie szturchanie o ramię, zbudziłam się.
Oczy piekły niemiłosiernie. Chciałam jak najszybciej przemyć je wodą i pozbyć się
pieczenia. Kiedy mogłam w miarę dobrze widzieć zobaczyłam Laurę. Zdziwiłam się na
jej widok oraz to w jaki sposób się tu dostała.
- Drzwi były otwarte – Wyjaśniła i usiadła na łóżku. –
Lynn wiem, że jest ci ciężko i…
- Akurat ty gówno wiesz jak jest mi ciężko. – Nie
chciałam powiedzieć to takim tonem, jakim wyszło, jednak stało się. Patrzała na
mnie przez chwilę zdziwiona, jednak zaczęła dalej kontynuować to po co tu
przyszła. Przez chwilę myślałam, że Logan powiedział jej o wszystkim, a ta
przyszła negocjować to aby wszystko zostało w tajemnicy. Aby nikt się nie
dowiedział, że ona także została upokorzona i zdradzona. Dla takich kobiet to
przecież wstyd, czyż nie? Świadomość, że nie są wystarczająco atrakcyjne,
ubóstwiane przez swojego męża, narzeczonego. To musi być straszne. Tylko z
drugiej strony, znając Laurę chciałaby zgrać niewinną. Zwalić winę na
wszystkich i niech każdy współczuje jej, jaka to ona jest pokrzywdzona.
Pieprzyć to i pieprzyć ją. Mam usprawiedliwienie w razie gdybym na nią
nakrzyczała. Jestem świeżo po śmierci męża.
- Musisz coś zrobić z tym i wyjść do ludzi. Bynajmniej na
początku do nas, do bliskich. Wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem.
- Laura – Zaczęłam, wstając z łóżka, całkowicie nie przejmując
się tym jak wyglądam. – Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, więc proszę opuść ten
dom. – Nie widząc żadnej reakcji z jej strony, dodałam – W takim razie ja cię
opuszczę. – Po tych słowach wyszłam z salonu, prosto do łazienki, zamykając się
w niej. Siedziałam pod prysznicem spory czas, a kiedy wyszłam znalazłam Laurę w
kuchni. Usiadłam przy stole, a ta postawiła przede mną kubek parującej kawy i
kanapki. Nic nie mówiła, tylko usiadła przy mnie. A ja rozpłakałam się,
przytuliła mnie do siebie. Czułam się dziwnie w jej objęciach, jednak
zacisnęłam dłonie na jej chudych ramionach i wtuliłam jak najmocniej.
Laura. Młodsza ode mnie o pięć lat. Poznała swojego
narzeczonego Logana na wycieczce do Egiptu. Piękna, młoda, żywiołowa,
sympatyczna, inteligentna. Ideał Logana. Nic dziwnego, że mu się spodobała. Z
tego co wiem od przyjazdu miesiąc do siebie nie pisali. Jednak którego dnia
podczas wspólnego obiadu, żona Petera, Sara namówiła go aby odezwał się pierwszy.
Zadzwonił, zostawiając wiadomość na poczcie i tak oto od spotkania, do
spotkania, zaręczyli się. Dwa lata później urodził się ich synek Ben. Gdy tylko
spojrzysz na niego od razu wiesz, że to syn Logana. Jest tak do niego podobny,
że nie wyparłby się go za nic. Jednak nadal do tej pory nie wiem czemu nadal są
bez ślubu. Żyje z przekonaniem, że po prostu tak jest im łatwiej.
Przez kilka następnych dni Laura odwiedzała mnie, robiła
wszystko abym nie myślała stale o tym co się stało. Zabierała na zakupy, do
kina, gdziekolwiek. Jednak i tam nie mogłam zapomnieć. Nie dało się tak po
prostu wyłączyć tego, wymazać wspomnień, Marka. Przez ten czas zdążyłam pójść
do lekarza, który potwierdził moją ciąże. Musiałam się kimś z tym podzielić.
Laura stała się teraz osobą, z którą spędzała większość wolnego czasu, zapewne
Loganowi to się nie podobało. Jednak ja miałam to gdzieś. Któregoś wieczoru
zaprosili mnie na kolacje. Zgodziłam się, myśląc o tym, że to będzie dobry
moment na wyznanie mojego stanu. Będą pierwsi. Laura zapewne przyjmie to niby z
radością, choć i ze współczuciem. Nie wie jak to jest wychowywać dziecko samej.
Ja jak na razie także nie. Logan za to będzie przerażony. O tak! Niech do końca
mojej ciąży chodzi jak na szpilkach, aby tylko to dziecko nie było jego.
Ubrałam czarną sukienkę, a włosy delikatnie
wyprostowałam. Nie stroiłam się specjalnie, chociażby ze względu żałoby i
smutku w sercu, który nadal mnie nie opuszczał. Drzwi otworzył Logan, jego mina
nie była zbyt przyjemna. Pusta, jakby od samego początku nie chciał abym jadła
z nimi kolacje. Tak naprawdę to nie zakończyliśmy oficjalnie naszego romansu,
jednak po tym co się stało można wywnioskować samemu, że to koniec. On pewnie
zrozumiał, że popełnił błąd względem swojej żony i nie chcę dalej jej
krzywdzić. Jednak byłoby za późno na to, stało się. A czasu za nic nie cofnie.
- Ciociu, ciociu pobawisz się później ze mną moimi nowymi
zabawkami? – Ben przybiegł, rzucając mi się w objęcia. No tak, przez ten czas z
nim także spędzałam sporo czasu. Dzieci szybko przyzwyczają się do ludzi, są
względem ich zbyt ufne. Zgodziłam się, ale pod warunkiem, że po kolacji. Nie
był zbyt zadowolony, ale nie protestował. Chwycił mnie za rękę, prowadząc do
kuchni, gdzie urzędowała Laura. Logan został na korytarzu, chowając mój
płaszcz.
- Strasznie zimno na dworze? – Pyta Laura, zapewne
kończąc robić kolację. Widząc, że przyglądam się temu co robi dodała – Dziś na
kolacje kurczak w sosie z mango. Wiem, że uwielbiasz mango, więc akurat coś dla
ciebie.
- Dziękuje. – Uśmiecham się i siadam przy stole. Nie jest
zastawiony, więc przypuszczam, że będziemy jedli w jadalni. Z tego co wiem,
nigdy nie przyjmowali gości w kuchni. – Niestety zimno. Chciałam ubrać coś wiosennego,
ale pogoda na to nie pozwala.
- Ah, no tak. Suzie dziś dzwoniła, pytała co u ciebie.
Powiedziałam, że dziś jesz z nami, chcieli abyśmy wszyscy przyjechali do nich w
ten weekend. – Patrzę jak polewa kurczaka sosem i zastanawiam się nad
odpowiedzią. Przecież nic innego prócz użalania się nad sobą nie mam do
robienia. Mówię jej o tym, a ta patrzy na mnie niby to gniewnie, jednak ze współczuciem.
Zapewne także zastanawiała się, jak ona by się zachowała gdyby straciła Logana.
Jednak nigdy nie poczuje się tak jak ja, gdy tego nie poczuje na własnej
skórze. Wstaje i pytam czy jej w czymś pomóc. Ta jednak protestuje i prosi abym
poszła już do jadalni i zajęła miejsce przy stole.
Logan na początku proponuje wino. Białe czy czerwone.
Poprosiłam o czerwone, wiedząc że i tak nie wypiję nawet łyka. Laura przynosi
posiłek i siada przy stole. Logan nalewa jej do kieliszka wina, sobie coś
mocniejszego. Mały Ben siada przy swojej mamie. Dopiero teraz przyglądam im się
wspólnie. Laurze posyłającej czułe uśmiechy swojemu mężu, który odpowiada tym
samym. Ben śmiejący się i zabierającym co chwila głos. Zazwyczaj mówi, czy pyta
coś mnie. Wiedziałam, że nie będę miała już szansy stworzyć takiej rodziny
razem z Markiem. Tylko, czy to nie było zbyt fałszywe u nich. Bynajmniej ze
strony Logana. Jak on tak mógł się zachowywać, po tym co zrobiliśmy. W sumie
nie była lepsza. Jednak on jest jej mężem, a ja tylko szwagierką jej męża. Nie
chciałam psuć od początku atmosfery, swoją nowiną. Poczekałam więc do końca,
kiedy nasze talerze świeciły pustkami, a tylko w kieliszkach pozostał alkohol. Nadal
nie wzięłam łyka, co zwróciło uwagę Laury. Odłożyłam więc widelec, który
trzymałam nadal w dłoni, wytarłam usta chusteczką i powiedziałam:
- Nie mogę pić, spodziewam się dziecka.
__________
A więc pojawia się pierwszy rozdział. Mam cichą nadzieję, że nie zawiodłam waszego oczekiwania i ten także się wam spodoba tak jak i pierwszy. Gdybyście mieli jakieś pomysły co do dalszych chwil z zycia Lynn (głównej bohaterki) możecie podzielić się w komentarzach. Wezmę je pod uwagę. ;)
Pozdrawiam.
6 komentarzy:
Świetne opowiadanie ukazuję prawdziwe życie i prawdziwe problemy. Czekam już na 2 rozdział. Na pewno tu wpadne
Podoba mi się :) Wpadnę jeszcze na pewno :)
Anaskoo z Ask :)
To jest świetne :0 Chciałabym tak pisać :)Czekam na 2 część .
Balinsia z aska :)
Podziwiam , za czas spędzony na pisaniu ;)
Nonono , bardzo fajnie . :)
Podziwiam ..:)
Natala, z Askaa ^^
świetne:D
pisz dalej:D
Prześlij komentarz