Wzrok Logana zastygł na talerzu. Przez jakiś czas nikt
się nie odzywa, wpatruje w jeden punkt. Pierwsza odzywa się Laura.
- To cudowna wiadomość.
Mówi to z uśmiechem, jednak widzę że jest w tym też coś
ze współczucia. Pyta o to, o co zawsze z reguły pyta się kobiety w ciąży.
Odpowiadam, jednak dziwnie się czuję. I momentalnie żałuję, że powiedziałam im
o tym pierwszym. Chcę jak najszybciej się stąd uwolnić i wrócić do siebie. Znowu
myślę o Marku, chce mi się płakać. Przepraszam ich i idę do łazienki gdzie
pochylam się nad ubikacją i wymiotuję. Kiedy do nich wracam widzę tylko Laurę,
która sprząta brudne naczynia. Proponuje pomoc, jednak ta odmawia, mówiąc abym
odpoczęła i zaczekała. Wychodzi, a za jakiś czas wraca Logan, ja wstaję.
- Niezbyt dobrze się czuję. Wolałabym wrócić do domu,
położyć się. – Nie czekają na jakąkolwiek jego odpowiedź, udaje się do kuchni,
gdzie Laura wkłada naczynia do zmywarki. Mówię jej to samo co Loganowi, nie
protestuje i proponuje aby Logan mnie podwiózł. Zaprzeczam szybko i mówię, że
zamówię taksówkę. Upiera się, a Logan milczy. Wchodzi Ben, który przytula się do
mojej nogi i robi smutną minę.
- Obiecałaś ciociu. – Biorę go na ręce i całuję w czubek
noska.
- Niedługo przyjadę to się pobawimy, albo jeszcze lepiej.
Zabiorę cię na mega wielkie lody. Oczywiście jak mamusia się zgodzi. –
Uśmiecham się i stawiam go do pionu. Ten patrzy z nadzieją w oczach na matkę,
która kręci głową i mówi przeciągle „Dobrze”.
I wyszło na to, że siedzę z Loganem w jednym samochodzie.
Nie odzywamy się do siebie, jedynie muzyka cicho gra. Zespół City and Colour.
Jego ulubiony. Nieraz leżeliśmy w łóżku, wtuleni w siebie, słuchając ich
piosenek. To były najlepsze nasze chwile spędzone tylko we dwójkę. Zazwyczaj on
masował mnie po nagich plecach, a ja rozkoszowałam się jego bliskością.
Najdłużej razem spędziliśmy dwa dni. Pamiętam, że Mark miał wtedy wyjazd
służbowy, a Logan oszukał Laurę, że wyjeżdża na weekend do swojego dawnego przyjaciela
w odwiedziny. Taki męski weekend. Tylko że spędził go w moim towarzystwie,
gdzie przez cały ten czas kochaliśmy się, jedliśmy śniadania, obiady, kolacje,
spacerowaliśmy, rozmawialiśmy. Nigdy mi nic nie obiecywał, ja także. Oboje mieliśmy
już jakiś start w życiu, plany. Więc wiadomo było, że każdy i tak wróci z
czasem do swojego życia, obowiązków, partnerów. Jednak
ja miałam cały czas jakąś nadzieję z jego strony. Nasz ostatni wieczór
spędziliśmy w motelu na drugim końcu miasta. Oczywiście zaczęliśmy od
uprawiania seksu…
„- Zastanawiałeś się kiedyś aby im powiedzieć o
wszystkim?
Nigdy nie poruszaliśmy tematu Marka, czy Laury.
Omijaliśmy ten temat, jakby parzył. Przeciągaliśmy to. Kiedy już zadałam to
pytanie, pożałowałam. Wiem, że od razu atmosfera lekko się napięła. Jednak cały
czas mnie obejmował i bawił moimi włosami. Długo nie odpowiadał, jakby
zastanawiał się nad dobrą odpowiedzią.
- Musimy o tym rozmawiać? – Pyta całując mnie. Drażni
mnie jego zarost, dłuższy niż zazwyczaj. Od razu zastanawiam się, czy nie
zapuścił go ze względu na mnie. Kiedyś wspomniałam, że uwielbiam odrobinę
większy zarost na twarzy u mężczyzn. Wydaje się wtedy taki seksowny. Oczywiście
zależy też od mężczyzny, od jego rysów twarzy. Tylko, że Loganowi pasował
doskonale. Obejmuję wolną dłonią jego twarz i przeciągam pocałunek. Drugą dłoń
mam splecioną z jego dłonią. Ściskam ją.
Odsuwamy się od siebie i patrzymy w oczy przez dłuższy
czas.
- Kiedy i tak on nastąpi. Ten czas na rozmowę. – Wzdycham
i opieram głowę o jego ramię, patrzę w sufit. Nie jest tu zbyt ładnie, a w oczy
rzuca mi się żółta plama w rogi sufitu. Nie ma tu nic prócz jednego
dwuosobowego łóżka, szafy na ubrania, stołu z dwoma krzesłami i półki nad łóżkiem.
Zasłony przyżółkłe, okna źle umyte. Brak dywanu, jedynie co mi się tu spodobało
to obraz. Przedstawiał dwójkę starszych ludzi. Mężczyznę i kobietę. Namalowany
w taki sposób, że na początku nie mogłam ujrzeć co on przedstawia. Dopiero po
dłuższym przypatrywaniu zobaczyłam że trzymają się oni za rękę, a przed nimi
rozprzestrzenia się polana pełna kolorowych, przeróżnych kwiatach. Gdzieś w
oddali biegnie grupka dzieci. Nie wiem jaki nosił on tytuł, ani kto go
namalował. Ważne, że sprawiał on, że ten pokój nie był aż tak ponury i ohydny.
A człowiek od razu się uśmiechał.
- Dobrze w takim razie, moja odpowiedź brzmi: Tak. Tak, tak.
Zastanawiałem się nad tym, jednak nie chcę aby Laura się dowiedziała. Nie chcę
jej ranić mówiąc o tym. Niszczenie tego co mamy, jest najgorszą z możliwych
rzeczy, Lynn. – Musiałam wyglądać na smutną, zdołowaną, chociaż sama nie wiem
czemu. Logan przytulił mnie bardziej do siebie, głaszcząc po włosach. – Proszę
nie rozmawiajmy o tym dłużej. Później. Nie teraz. Później, kochanie.
Jednak do końca dnia nie potrafiłam przestać o tym
myśleć. Właśnie dał mi do zrozumienia, że traktuje mnie tylko i wyłącznie jak
krótkotrwałą przygodę. Zapewne będzie chciał aby zostało między nami to do
końca życia i pewnie się nie myliłam. Pożegnaliśmy się na parkingu przed
centrum handlowym, gdzie miałam pojechać autobusem do swojego domu.
Obiecywaliśmy sobie, że jedno z nas się do któregoś odezwie, aby umówić się na
kolejne… spotkanie.”
Teraz siedzimy nie odzywając się do siebie, pragnąc
znaleźć się jak najszybciej z dala. Bynajmniej ja. Wiedziałam, że gdyby któreś
z nas poruszyło jakikolwiek temat, mogłoby się to skończyć kłótnią, naszą
pierwszą kłótnią. Zajeżdża pod mój dom, czeka cierpliwie aż opuszczę pojazd.
Jednak ja się nie ruszam, tylko tkwię w tym fotelu, wpatrzona w ciemność za
szybą. Nikt nie przechodzi chodnikiem, nie wyprowadza psa, nie spaceruje, nie
wraca do domu z pracy, ze spotkania. Nikt nie przywozi do domu swojej byłej kochany.
Nikt prócz nas. Mnie i Logana. Wzdycham i zaciskam dłonie na torebce.
- Ono nie jest moje tak? – Słyszę jego głos. Cichy,
przerażony, niepewny. Ledwie usłyszałam co mówi. Nie patrzę na niego, jednak
widzę w przedniej szybie niewyraźne jego odbicie. Patrzę na
niego. Tak aby wiedział, że ja również jestem tym wszystkim przerażona. Tak
bardzo chcę aby mnie przytulił i powiedział, że będzie dobrze, że zaakceptuje
to wszystko i pokocha go również mocno jak swojego synka.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia Logan.
- Mam rodzinę. – Mówi, a we mnie coś pęka. Czemu on myśli
tylko o sobie. Przecież teraz musimy brać pod uwagę nie tylko jego rodzinę i
jego szczęście. No do cholery!
- Spierdalaj Logan. Ty samolubny, kretynie! – Mówię i
wychodzę z samochodu, trzaskając drzwiami. Kiedy idę w stronę drzwi, otwiera
szybę i krzyczy:
- Nie wrobisz mnie w to! Zrobimy testy na ojcostwo! –
Odjeżdża, a ja czuję, że wszystko co było dobre między nami, właśnie się
skończyło. Wchodzę do domu, zamykam drzwi na zamek. Klucze rzucam na stół w kuchni
i od razu słyszę w umyśle głos Marka: „Kochanie odłóż klucz na swoje miejsce.
Rano będziesz znowu ich szukała i wściekała się na wszystko, że nie możesz ich
znaleźć.”
- Dobrze Mark. – odpowiadam do siebie i chwytam klucze,
odkładając je do koszyczka na półce.
__________________
Słuchałam piosenki Bednarka i tak jakoś natchnęło mnie i zaczęłam pisać. ;)
4 komentarze:
noo nie powiem, masz talent :D
piszesz bardzoo ciekawie. serio. :D
oby tak dalej, pozdrawiam <3
Talent, ambicja, kreatywność, sensowność, wszystko w jednym.
Miło się czyta, pozdrawiam. : )
W końcu zebrałam się psychicznie żeby przebrnąć przez oba rozdziały.
Boże kochany, jeden jest leszy od drugiego! Czekam na trzeci z niecierpliwością.
Miło czyta się to, co piszesz. Jest to na prawdę ciekawe. :) Czekam na następny rozdział. ^^ Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej. :)
Prześlij komentarz