4/08/2013

Drugi.


Wzrok Logana zastygł na talerzu. Przez jakiś czas nikt się nie odzywa, wpatruje w jeden punkt. Pierwsza odzywa się Laura.
- To cudowna wiadomość.
Mówi to z uśmiechem, jednak widzę że jest w tym też coś ze współczucia. Pyta o to, o co zawsze z reguły pyta się kobiety w ciąży. Odpowiadam, jednak dziwnie się czuję. I momentalnie żałuję, że powiedziałam im o tym pierwszym. Chcę jak najszybciej się stąd uwolnić i wrócić do siebie. Znowu myślę o Marku, chce mi się płakać. Przepraszam ich i idę do łazienki gdzie pochylam się nad ubikacją i wymiotuję. Kiedy do nich wracam widzę tylko Laurę, która sprząta brudne naczynia. Proponuje pomoc, jednak ta odmawia, mówiąc abym odpoczęła i zaczekała. Wychodzi, a za jakiś czas wraca Logan, ja wstaję.
- Niezbyt dobrze się czuję. Wolałabym wrócić do domu, położyć się. – Nie czekają na jakąkolwiek jego odpowiedź, udaje się do kuchni, gdzie Laura wkłada naczynia do zmywarki. Mówię jej to samo co Loganowi, nie protestuje i proponuje aby Logan mnie podwiózł. Zaprzeczam szybko i mówię, że zamówię taksówkę. Upiera się, a Logan milczy. Wchodzi Ben, który przytula się do mojej nogi i robi smutną minę.
- Obiecałaś ciociu. – Biorę go na ręce i całuję w czubek noska.
- Niedługo przyjadę to się pobawimy, albo jeszcze lepiej. Zabiorę cię na mega wielkie lody. Oczywiście jak mamusia się zgodzi. – Uśmiecham się i stawiam go do pionu. Ten patrzy z nadzieją w oczach na matkę, która kręci głową i mówi przeciągle „Dobrze”.

I wyszło na to, że siedzę z Loganem w jednym samochodzie. Nie odzywamy się do siebie, jedynie muzyka cicho gra. Zespół City and Colour. Jego ulubiony. Nieraz leżeliśmy w łóżku, wtuleni w siebie, słuchając ich piosenek. To były najlepsze nasze chwile spędzone tylko we dwójkę. Zazwyczaj on masował mnie po nagich plecach, a ja rozkoszowałam się jego bliskością. Najdłużej razem spędziliśmy dwa dni. Pamiętam, że Mark miał wtedy wyjazd służbowy, a Logan oszukał Laurę, że wyjeżdża na weekend do swojego dawnego przyjaciela w odwiedziny. Taki męski weekend. Tylko że spędził go w moim towarzystwie, gdzie przez cały ten czas kochaliśmy się, jedliśmy śniadania, obiady, kolacje, spacerowaliśmy, rozmawialiśmy. Nigdy mi nic nie obiecywał, ja także. Oboje mieliśmy już jakiś start w życiu, plany. Więc wiadomo było, że każdy i tak wróci z czasem do swojego życia, obowiązków, partnerów. Jednak ja miałam cały czas jakąś nadzieję z jego strony. Nasz ostatni wieczór spędziliśmy w motelu na drugim końcu miasta. Oczywiście zaczęliśmy od uprawiania seksu…
„- Zastanawiałeś się kiedyś aby im powiedzieć o wszystkim?
Nigdy nie poruszaliśmy tematu Marka, czy Laury. Omijaliśmy ten temat, jakby parzył. Przeciągaliśmy to. Kiedy już zadałam to pytanie, pożałowałam. Wiem, że od razu atmosfera lekko się napięła. Jednak cały czas mnie obejmował i bawił moimi włosami. Długo nie odpowiadał, jakby zastanawiał się nad dobrą odpowiedzią.
- Musimy o tym rozmawiać? – Pyta całując mnie. Drażni mnie jego zarost, dłuższy niż zazwyczaj. Od razu zastanawiam się, czy nie zapuścił go ze względu na mnie. Kiedyś wspomniałam, że uwielbiam odrobinę większy zarost na twarzy u mężczyzn. Wydaje się wtedy taki seksowny. Oczywiście zależy też od mężczyzny, od jego rysów twarzy. Tylko, że Loganowi pasował doskonale. Obejmuję wolną dłonią jego twarz i przeciągam pocałunek. Drugą dłoń mam splecioną z jego dłonią. Ściskam ją.
Odsuwamy się od siebie i patrzymy w oczy przez dłuższy czas.
- Kiedy i tak on nastąpi. Ten czas na rozmowę. – Wzdycham i opieram głowę o jego ramię, patrzę w sufit. Nie jest tu zbyt ładnie, a w oczy rzuca mi się żółta plama w rogi sufitu. Nie ma tu nic prócz jednego dwuosobowego łóżka, szafy na ubrania, stołu z dwoma krzesłami i półki nad łóżkiem. Zasłony przyżółkłe, okna źle umyte. Brak dywanu, jedynie co mi się tu spodobało to obraz. Przedstawiał dwójkę starszych ludzi. Mężczyznę i kobietę. Namalowany w taki sposób, że na początku nie mogłam ujrzeć co on przedstawia. Dopiero po dłuższym przypatrywaniu zobaczyłam że trzymają się oni za rękę, a przed nimi rozprzestrzenia się polana pełna kolorowych, przeróżnych kwiatach. Gdzieś w oddali biegnie grupka dzieci. Nie wiem jaki nosił on tytuł, ani kto go namalował. Ważne, że sprawiał on, że ten pokój nie był aż tak ponury i ohydny. A człowiek od razu się uśmiechał.
- Dobrze w takim razie, moja odpowiedź brzmi: Tak. Tak, tak. Zastanawiałem się nad tym, jednak nie chcę aby Laura się dowiedziała. Nie chcę jej ranić mówiąc o tym. Niszczenie tego co mamy, jest najgorszą z możliwych rzeczy, Lynn. – Musiałam wyglądać na smutną, zdołowaną, chociaż sama nie wiem czemu. Logan przytulił mnie bardziej do siebie, głaszcząc po włosach. – Proszę nie rozmawiajmy o tym dłużej. Później. Nie teraz. Później, kochanie.
Jednak do końca dnia nie potrafiłam przestać o tym myśleć. Właśnie dał mi do zrozumienia, że traktuje mnie tylko i wyłącznie jak krótkotrwałą przygodę. Zapewne będzie chciał aby zostało między nami to do końca życia i pewnie się nie myliłam. Pożegnaliśmy się na parkingu przed centrum handlowym, gdzie miałam pojechać autobusem do swojego domu. Obiecywaliśmy sobie, że jedno z nas się do któregoś odezwie, aby umówić się na kolejne… spotkanie.”
Teraz siedzimy nie odzywając się do siebie, pragnąc znaleźć się jak najszybciej z dala. Bynajmniej ja. Wiedziałam, że gdyby któreś z nas poruszyło jakikolwiek temat, mogłoby się to skończyć kłótnią, naszą pierwszą kłótnią. Zajeżdża pod mój dom, czeka cierpliwie aż opuszczę pojazd. Jednak ja się nie ruszam, tylko tkwię w tym fotelu, wpatrzona w ciemność za szybą. Nikt nie przechodzi chodnikiem, nie wyprowadza psa, nie spaceruje, nie wraca do domu z pracy, ze spotkania. Nikt nie przywozi do domu swojej byłej kochany. Nikt prócz nas. Mnie i Logana. Wzdycham i zaciskam dłonie na torebce.
- Ono nie jest moje tak? – Słyszę jego głos. Cichy, przerażony, niepewny. Ledwie usłyszałam co mówi. Nie patrzę na niego, jednak widzę w przedniej szybie niewyraźne jego odbicie. Patrzę na niego. Tak aby wiedział, że ja również jestem tym wszystkim przerażona. Tak bardzo chcę aby mnie przytulił i powiedział, że będzie dobrze, że zaakceptuje to wszystko i pokocha go również mocno jak swojego synka.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia Logan.
- Mam rodzinę. – Mówi, a we mnie coś pęka. Czemu on myśli tylko o sobie. Przecież teraz musimy brać pod uwagę nie tylko jego rodzinę i jego szczęście. No do cholery!
- Spierdalaj Logan. Ty samolubny, kretynie! – Mówię i wychodzę z samochodu, trzaskając drzwiami. Kiedy idę w stronę drzwi, otwiera szybę i krzyczy:
- Nie wrobisz mnie w to! Zrobimy testy na ojcostwo! – Odjeżdża, a ja czuję, że wszystko co było dobre między nami, właśnie się skończyło. Wchodzę do domu, zamykam drzwi na zamek. Klucze rzucam na stół w kuchni i od razu słyszę w umyśle głos Marka: „Kochanie odłóż klucz na swoje miejsce. Rano będziesz znowu ich szukała i wściekała się na wszystko, że nie możesz ich znaleźć.”
- Dobrze Mark. – odpowiadam do siebie i chwytam klucze, odkładając je do koszyczka na półce. 



__________________


Słuchałam piosenki Bednarka i tak jakoś natchnęło mnie i zaczęłam pisać. ;)

4/02/2013

Pierwszy.


Ten dzień pamiętam jak przez mgłę. Następnego dnia i trzy kolejne przesiedziałam w domu. Moja dobra znajoma i zarazem szefowa w pracy dała mi wolne. Wyrozumiała i zarazem kochana. Nie potrafiłam nic przełknąć, normalnie funkcjonować. Powodem nie była tylko śmierć Marka. Na szczęście inni mogli pomyśleć, że to z jego powodu tak się zachowuje, jednak tak nie było. Wczoraj udało mi się namówić rodziców aby wrócili do siebie do domu. W zamian obiecała często dzwonić i dawać znać że ze mną wszystko dobrze.
Tego wieczoru usiadłam z opakowaniem lodów na podłodze, tuż przy kanapie i włączyłam płytę ze ślubu. Mojego i Marka. Przewijałam, cofałam. Odtwarzałam tylko te momenty, gdzie byliśmy razem, we dwójkę. Wtedy byłam jeszcze pewna swoich uczuć do niego, teraz zapewne bym zwątpiła, musiała się nad tym zastanowić. Płakałam, połykając co chwilę lody, nie czułam ich smaku, nie pamiętam nawet kiedy zjadłam wszystko. Wtedy dopadła mnie znowu myśl, że jestem sama. Zaczęłam krzyczeć i prosić aby wrócił, wręcz błagać, a potem wyzywałam go, że odszedł ode mnie i pozostawił samą. Trzydziestoczteroletnią mnie. Wzięłam na nowo tabletki uspokajające i poszłam do sypialni gdzie ubrana w jego ulubioną koszulkę położyłam się na łóżku, próbując zasnąć. Męczyłam się spory czas, jednak w końcu udało się. Zasnęłam.
Obudziło mnie lekkie szturchanie o ramię, zbudziłam się. Oczy piekły niemiłosiernie. Chciałam jak najszybciej przemyć je wodą i pozbyć się pieczenia. Kiedy mogłam w miarę dobrze widzieć zobaczyłam Laurę. Zdziwiłam się na jej widok oraz to w jaki sposób się tu dostała.
- Drzwi były otwarte – Wyjaśniła i usiadła na łóżku. – Lynn wiem, że jest ci ciężko i…
- Akurat ty gówno wiesz jak jest mi ciężko. – Nie chciałam powiedzieć to takim tonem, jakim wyszło, jednak stało się. Patrzała na mnie przez chwilę zdziwiona, jednak zaczęła dalej kontynuować to po co tu przyszła. Przez chwilę myślałam, że Logan powiedział jej o wszystkim, a ta przyszła negocjować to aby wszystko zostało w tajemnicy. Aby nikt się nie dowiedział, że ona także została upokorzona i zdradzona. Dla takich kobiet to przecież wstyd, czyż nie? Świadomość, że nie są wystarczająco atrakcyjne, ubóstwiane przez swojego męża, narzeczonego. To musi być straszne. Tylko z drugiej strony, znając Laurę chciałaby zgrać niewinną. Zwalić winę na wszystkich i niech każdy współczuje jej, jaka to ona jest pokrzywdzona. Pieprzyć to i pieprzyć ją. Mam usprawiedliwienie w razie gdybym na nią nakrzyczała. Jestem świeżo po śmierci męża.
- Musisz coś zrobić z tym i wyjść do ludzi. Bynajmniej na początku do nas, do bliskich. Wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem.
- Laura – Zaczęłam, wstając z łóżka, całkowicie nie przejmując się tym jak wyglądam. – Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, więc proszę opuść ten dom. – Nie widząc żadnej reakcji z jej strony, dodałam – W takim razie ja cię opuszczę. – Po tych słowach wyszłam z salonu, prosto do łazienki, zamykając się w niej. Siedziałam pod prysznicem spory czas, a kiedy wyszłam znalazłam Laurę w kuchni. Usiadłam przy stole, a ta postawiła przede mną kubek parującej kawy i kanapki. Nic nie mówiła, tylko usiadła przy mnie. A ja rozpłakałam się, przytuliła mnie do siebie. Czułam się dziwnie w jej objęciach, jednak zacisnęłam dłonie na jej chudych ramionach i wtuliłam jak najmocniej.
Laura. Młodsza ode mnie o pięć lat. Poznała swojego narzeczonego Logana na wycieczce do Egiptu. Piękna, młoda, żywiołowa, sympatyczna, inteligentna. Ideał Logana. Nic dziwnego, że mu się spodobała. Z tego co wiem od przyjazdu miesiąc do siebie nie pisali. Jednak którego dnia podczas wspólnego obiadu, żona Petera, Sara namówiła go aby odezwał się pierwszy. Zadzwonił, zostawiając wiadomość na poczcie i tak oto od spotkania, do spotkania, zaręczyli się. Dwa lata później urodził się ich synek Ben. Gdy tylko spojrzysz na niego od razu wiesz, że to syn Logana. Jest tak do niego podobny, że nie wyparłby się go za nic. Jednak nadal do tej pory nie wiem czemu nadal są bez ślubu. Żyje z przekonaniem, że po prostu tak jest im łatwiej.
Przez kilka następnych dni Laura odwiedzała mnie, robiła wszystko abym nie myślała stale o tym co się stało. Zabierała na zakupy, do kina, gdziekolwiek. Jednak i tam nie mogłam zapomnieć. Nie dało się tak po prostu wyłączyć tego, wymazać wspomnień, Marka. Przez ten czas zdążyłam pójść do lekarza, który potwierdził moją ciąże. Musiałam się kimś z tym podzielić. Laura stała się teraz osobą, z którą spędzała większość wolnego czasu, zapewne Loganowi to się nie podobało. Jednak ja miałam to gdzieś. Któregoś wieczoru zaprosili mnie na kolacje. Zgodziłam się, myśląc o tym, że to będzie dobry moment na wyznanie mojego stanu. Będą pierwsi. Laura zapewne przyjmie to niby z radością, choć i ze współczuciem. Nie wie jak to jest wychowywać dziecko samej. Ja jak na razie także nie. Logan za to będzie przerażony. O tak! Niech do końca mojej ciąży chodzi jak na szpilkach, aby tylko to dziecko nie było jego.
Ubrałam czarną sukienkę, a włosy delikatnie wyprostowałam. Nie stroiłam się specjalnie, chociażby ze względu żałoby i smutku w sercu, który nadal mnie nie opuszczał. Drzwi otworzył Logan, jego mina nie była zbyt przyjemna. Pusta, jakby od samego początku nie chciał abym jadła z nimi kolacje. Tak naprawdę to nie zakończyliśmy oficjalnie naszego romansu, jednak po tym co się stało można wywnioskować samemu, że to koniec. On pewnie zrozumiał, że popełnił błąd względem swojej żony i nie chcę dalej jej krzywdzić. Jednak byłoby za późno na to, stało się. A czasu za nic nie cofnie.
- Ciociu, ciociu pobawisz się później ze mną moimi nowymi zabawkami? – Ben przybiegł, rzucając mi się w objęcia. No tak, przez ten czas z nim także spędzałam sporo czasu. Dzieci szybko przyzwyczają się do ludzi, są względem ich zbyt ufne. Zgodziłam się, ale pod warunkiem, że po kolacji. Nie był zbyt zadowolony, ale nie protestował. Chwycił mnie za rękę, prowadząc do kuchni, gdzie urzędowała Laura. Logan został na korytarzu, chowając mój płaszcz.
- Strasznie zimno na dworze? – Pyta Laura, zapewne kończąc robić kolację. Widząc, że przyglądam się temu co robi dodała – Dziś na kolacje kurczak w sosie z mango. Wiem, że uwielbiasz mango, więc akurat coś dla ciebie.
- Dziękuje. – Uśmiecham się i siadam przy stole. Nie jest zastawiony, więc przypuszczam, że będziemy jedli w jadalni. Z tego co wiem, nigdy nie przyjmowali gości w kuchni. – Niestety zimno. Chciałam ubrać coś wiosennego, ale pogoda na to nie pozwala.
- Ah, no tak. Suzie dziś dzwoniła, pytała co u ciebie. Powiedziałam, że dziś jesz z nami, chcieli abyśmy wszyscy przyjechali do nich w ten weekend. – Patrzę jak polewa kurczaka sosem i zastanawiam się nad odpowiedzią. Przecież nic innego prócz użalania się nad sobą nie mam do robienia. Mówię jej o tym, a ta patrzy na mnie niby to gniewnie, jednak ze współczuciem. Zapewne także zastanawiała się, jak ona by się zachowała gdyby straciła Logana. Jednak nigdy nie poczuje się tak jak ja, gdy tego nie poczuje na własnej skórze. Wstaje i pytam czy jej w czymś pomóc. Ta jednak protestuje i prosi abym poszła już do jadalni i zajęła miejsce przy stole.
Logan na początku proponuje wino. Białe czy czerwone. Poprosiłam o czerwone, wiedząc że i tak nie wypiję nawet łyka. Laura przynosi posiłek i siada przy stole. Logan nalewa jej do kieliszka wina, sobie coś mocniejszego. Mały Ben siada przy swojej mamie. Dopiero teraz przyglądam im się wspólnie. Laurze posyłającej czułe uśmiechy swojemu mężu, który odpowiada tym samym. Ben śmiejący się i zabierającym co chwila głos. Zazwyczaj mówi, czy pyta coś mnie. Wiedziałam, że nie będę miała już szansy stworzyć takiej rodziny razem z Markiem. Tylko, czy to nie było zbyt fałszywe u nich. Bynajmniej ze strony Logana. Jak on tak mógł się zachowywać, po tym co zrobiliśmy. W sumie nie była lepsza. Jednak on jest jej mężem, a ja tylko szwagierką jej męża. Nie chciałam psuć od początku atmosfery, swoją nowiną. Poczekałam więc do końca, kiedy nasze talerze świeciły pustkami, a tylko w kieliszkach pozostał alkohol. Nadal nie wzięłam łyka, co zwróciło uwagę Laury. Odłożyłam więc widelec, który trzymałam nadal w dłoni, wytarłam usta chusteczką i powiedziałam:
- Nie mogę pić, spodziewam się dziecka. 


__________


A więc pojawia się pierwszy rozdział. Mam cichą nadzieję, że nie zawiodłam waszego oczekiwania i ten także się wam spodoba tak jak i pierwszy. Gdybyście mieli jakieś pomysły co do dalszych chwil z zycia Lynn (głównej bohaterki) możecie podzielić się w komentarzach. Wezmę je pod uwagę. ;)
Pozdrawiam.