3/31/2013

Prolog


Nigdy nie brałam w swoim życiu pod uwagę tego, że mogę stracić swojego męża i jednocześnie dowiedzieć się o nowinie, która powinna mnie ucieszy, bądź i nie. Zatem mój mąż Mark zginął w wypadku samochodowym, gdzie inny kierowca tira stracił panowanie nad kierownicą, miażdżąc dosłownie samochód Marka. Jeszcze tego samego dnia dowiedziałam się o ciąży. Jednak to wszystko mogłoby wyglądać znacznie inaczej. Ludzie oraz bliscy odebraliby to inaczej, gdyby dziecko było Marka. Jednak tak nie było. Przyznałam się przed samą sobą do czynu, którego najbardziej w swoim życiu żałuję. Romansu ze starszym bratem swojego męża. Byli przybranymi braćmi, jednak łączyła ich głęboka więź. Kobieta która ich wychowywała była biologiczną matką Marka, Logan był owocem zdrady jej męża. Matka Logana zmarła przy porodzie. A czyn jaki dokonała Suzie był godzien uwagi i szacunku. Przygarnęła chłopca do swojej rodziny i zapewniła mu dwojga rodziców. Nie wypominała nigdy swojemu mężowi tego, że ich drugi syn jest jego i innej kobiety. Traktowała go jak własnego. Trzy lata później urodził się Mark. Zatem była ich trójka. Peter, Logan i Mark. Nie mieli córki. Chociaż Suzie bardzo pragnęła mieć dziewczynkę. Chociażby dlatego, że bardzo chciała zabierać ją na zakupy, do kina, kupować jej przeróżne sukienki. Wszystko co może robić matka z córką. Więc kiedy tylko pojawiłam się w ich życiu ja, była przeszczęśliwa. Miałam normalną, szczęśliwą rodzinę, ale to nie przeszkodziło mi w tym, aby pokochać Suzie jak drugą matkę. Właśnie dlatego tak bardzo nie chciałam aby dowiedziała się, że zdradzałam Marka. Zawiodłaby się na mnie, a tego nie chciałam.
Logan miał narzeczoną, z którą miał trzyletniego synka. Nie wiem dlaczego nie wzięli jeszcze ślubu, jednak nie interesowało mnie to w żaden sposób. Ich życie zaczęło mnie interesować w momencie kiedy nawiązałam romans z Loganem. Za każdym razem kiedy widziałam ich razem, pieszczących się, całujących. Byłam straszliwie zazdrosna. Byłam ciekawa czy Logan podobnie się czuł, kiedy widział mnie z Markiem.
Muszę przyznać, że przez ułamek sekundy pomyślałam o tym, że skoro nie ma już Marka, mogę być z Loganem. Jednak poczułam się przez to jeszcze gorzej i pragnęłam jak najszybciej zapomnieć o tej myśli. To było złe, jednak nie było wątpliwości, że o tym nie pomyślałam. Czy byłam okropną żoną, taka dla której nie ma wybaczenia? Gdybym mogła cofnąć czas, powiedziałabym o wszystkim Markowi i prosiła o wybaczenie? Wybaczyłby mi? Zapewne tak, gdyby był to ktoś inny niż jego brat. W takim wypadku nigdy by mi tego nie wybaczył. Nie zniósłby tego, że zdradziłam go z jego własnym bratem. To by było dla niego za wiele. Lecz nie byłam pewna, czy byłabym zdolna powiedzieć mu całkowicie o wszystkim.
Tego dnia marzyłam jedynie o tym, aby cała rodzina która zjechała się teraz już mojego domu, zniknęła. Nie zniosę kolejnych godzin ich ślęczenia i użalania się nade mną. Nie po tym co ja zrobiłam, a co oni nie wiedzą. To było okropne uczucie. Ich pocieszający wzrok był nie do zniesienia! Tylko jak powiedzieć im, aby sobie poszli i nie zranić ich tym. No bo po co mają siedzieć ze mną wszyscy, jakby mogła to robić tylko jedna osoba. Myślą, że dzięki temu będzie mi raźniej? Więc mylą się. Idźcie sobie. Godzinę temu powiedziałam, że jestem zmęczona i chciałabym odpocząć. Moja mama odprowadziła mnie wzorkiem dopóki nie zniknęłam jej z oczu. Jakby chciała abym odezwała się i poprosiła ją aby poszła ze mną i pocieszyła. Peter wraz ze swoją liczną rodziną opuścili nas cztery godziny temu. Chociaż oni pomyśleli, że nie są tu na razie potrzebni. Logan pojechał zawieźć Laurę i ich synka do domu, z racji że niezbyt już się podobało tutaj małemu. Obiecał wrócić. Nikt nie zaprotestował, nawet ja. Chociaż jego obecność w tym czasie tylko bardziej mi przeszkadzała. A raczej moim myślą i uczuciu przerażenia – Co dalej? Dopiero teraz do mnie dodarło, że tak naprawdę nie wiem jak będę dalej żyła. Bez Marka. Człowieka u którego miałam zawsze wsparcie, bezpieczeństwo, miłość. Chciało mi się znowu płakać, więc zaczęłam płakać. Zostałam z niczym. Nie liczyłam dziecka, które przyjdzie na świat za parę miesięcy, nie chciałam go. Było dla mnie zwykłym ciążeniem, dowodem którego chciałam się tylko pozbyć. Więc czemu nie zrobię tego. Nie pozbędę się i będę żyła dalej. Bez Marka, bez dziecka, z dala od tego miejsca. Wyjadę gdzieś, zacznę nowe życie. Ale nie. Nie zrobię tego, bo nie potrafiłabym pozbawić kogoś życia, nawet kogoś kogo nie chcę.
Rodzice moi oraz Marka siedzieli na dole i zapewne nie wiedzieli co robić. Moja siostra przyjechała wczoraj, jednak obowiązki nie pozwoliły jej dziś zostać na długo. Schorowana córka była mimo wszystko ważniejsza. Przepraszała mnie, że nie mogła zostać dłużej, a ja zapewniłam ją, że rozumiem i że ma wracać do domu.